Rekrutacyjne WTF jakie Was spotkały

19

Miałem zakładać osobny wątek, ale pal licho.

Rekrutacyjne WTF, bo pokażę wam jak się rozbiegła oferta pracy z realiami. Utrzymam to krótko, bo mam dość.

Na 10 buzzwordów wymienionych w ofercie, sprawdziły się 2 (dwa).
Na obietnice w miarę nowego projektu w chmurze, dostałem 20 letni CMS.
Zamiast zarządzania zależnościami, wrzucone skompilowane biblioteki do repozytorium.
Proces wytwarzania oprogramowania to push do mastera.
Młody i dynamiczny zespół, to jeden zasiedzony 'senior' developer.
Scrum to spowiedź przed menago.
Wymagana bardzo dobra znajomość angielskiego, po to by czytać w kodzie polskie komentarze z błędami ortograficznymi.
A elastyczny czas pracy to 8-16 lub 9-17 do wyboru, na stałe.

kurczaki, ale wtopiłem :(

0

@TerazOdpowiemNaKomcie: może chociaż stawka 30k? :D

9

Moje dwie najgorsze w życiu rekrutacje odbyły się całe szczęście dawno temu jeszcze jak byłem na słabym poziomie i to raczej ludzie szukali pracy a nie na odwrót.
Pierwsza - interview umówione w wawie w dużym korpo wdrażającym ERP. Z uwagi na dojazd pociągiem ustawiłem na 13, coś załatwiłem pomiędzy i przyjechałem punktualnie na rozmowę. Miła pani w recepcji posadziła mnie na sofie i kazała czekać. 20 minut po umówionej godzinie grzecznie dopytuję się czy aby na pewno interview się odbędzie bo może powinniśmy przełożyć na inny termin - pani zapewnia mnie że ma mnie w kalendarzu i na pewno wszystko się uda dzisiaj. No to czekam. 20 minut później znowu pinguję recepcję i pani wygadała się że rekruterzy zaraz wrócą z obiadu. Rozmowa zaczęła się z 55 minutowym opóźnieniem - przyszło 2 znudzonych gości, zaprowadzili mnie do pokoiku i zaczynamy rozmowę.
No więc opowiadam co robiłem, co potrafię i w czym piszę.... gadam i gadam i widzę zero odzewu. Więc po 10 minutach monologu kończę i zadaję pytanie co firma ze swojej strony oferuje kandydatom. I tym niestosownym pytaniem wytrąciłem panów z błogostanu, jeden z nich wyciągnął z jakiejś szuflady stertę papierów i macha nią mi przed nosem mówiąc że na ofertę dostali ponad 100 CV i że praca w ich firmie to spore wyróżnienie. Posłuchałem przez chwilę tych bzdur, podziękowałem i powiedziałem że jeżeli będą zainteresowani to mogą dzwonić i wyszedłem, ale oczywiście wiedziałem że choćby chcieli to za nic w świecie nie będę pracować w takiej firmie nawet jeśli daje stawki 50% powyżej rynku.

Druga rozmowa - amerykańska firma, nie korpo ale średni rozmiar, własny produkt w .NETcie. Przed rozmową standardowe pytanie o stawkę - jako że byłem w trakcie rekrutacji do innej firmy rzuciłem kwotą z tamtej +10%. Rozmowa umówiona na 2h z kierownikiem zespołu i panią z HR. Początek miękki, trochę pytań kierownika o doświadczenie i technologie. Minęło 10 minut - kierownik oznajmia że musi wyjść i rozmowę dokończy pani z HR. Pani oczywiście jak to usłyszała to zrobiła się prawie zielona, kierownik wyszedł, więc zaczęła coś dukać o firmie i dynamicznym zespole. Stwierdziłem że nie ma sensu siedzieć i gawędzić o niczym przez 1.5h z niedecyzyjną kobietą, ale szkoda mi się jej zrobiło, więc posiedziałem jeszcze 10 minut, popytałem ją trochę jak się pracuje i poszedłem. Oczywiście wiedziałem że zostałem kompletnie olany przez kierownika i ona również, no ale cóż... wizerunek firmy budują ludzie.

Od tego czasu sam prowadziłem wiele rozmów jako rekrutujący i cieszę się że zobaczyłem jak można spaprać wizerunek firmy którą się reprezentuje i że wiem jak tego unikać

5

Moje WTF było wtedy gdy byłem jeszcze słabszy dużo niż obecnie. Miałem rozmowę do pewnej firmy uchodzącej potem za januszsoft z panią developerką team leaderką. Rozmawiało się przyjemnie, na niektóre z pytań odpowiadałem lepiej na inne gorzej ale wypadłem raczej dobrze. Wszystko było fajne do momentu gdy zapytano mnie o wymagania finansowe. Powiedziałem wtedy 8k netto na fakturę + VAT po czym Pani się zaczerwieniła i od tej pory było jakoś dziwnie.

Zostałem odrzucony bo "mój profil nie do końca pasuje do oczekiwań zespołu".

Ale to nic. Najsmieszniejsze bylo wtedy gdy dowiedzialem sie ze ta pani team leader zarabia tam 4000 netto na umowie o pracę. Czyli zarabiałbym tam więcej niż ona.

Wydaje się to niewiarygodne a jednak to prawda
Dobrze, że się wtedy nie udało.

12

Ja ostatnio miałem WTF. Zaaplikowałem do firmy, umówiono mnie na rozmowę z 2 jegomościami. Oczywiście rozmowa zdalna bo wirus.
Generalnie obaj od początku wyglądali na takich, których wysłano na rekrutację za karę. Rozumiem ,że nie jest to najbardziej pasjonujące zajęcie ale są pewne granice okazywania tego. Pierwszy z Panów praktycznie podpierał ręką głowę (jak znudzony uczeń mat-fizu na zajęciach z historii) i mówił bardziej monotonnie niż syntezator mowy. Był chyba najbardziej znudzoną osobą na świecie w danej chwili.
Z kolei drugi Pan wpatrywał się we mnie (no chyba że miał odpalone na kompie coś innego) i dłubał sobie w nosie. No brakowało tylko tego, żeby wydłubał dorodny okaz i pokazał go do kamery.
Później był moment, że wypowiadałem się na pewien temat i tutaj snuje już domysły: wyglądało jakby jeden z jegomości pisał coś na klawiaturze, a po chwili drugi odczytał tą wiadomość i obaj zaczęli się podśmiechiwać. Jeżeli tak było no to serio gratuluję firmie wysyłania takich ludzi na rekrutację.
Nie mówię, sam na tej rozmowie się nie popisałem, po części z niewiedzy a po części dlatego, że po 10 minutach rozmowy przestało mi zależeć na pracy z takimi ludźmi.

2

Z takich co utkwiły w pamięci to test IQ (która z kształtów tutaj nie pasuje itp.) trwający w siedzibie firmy 90min oraz na innej rekrutacji byłem lekko zmieszany, gdy otrzymałem kostki z obrazkami(story cubes?), miałem wykonać rzut nimi i na podstawie wylosowanych obrazków opowiadać o sobie przez kilka minut.

2

Rekrutacja na rekrutera

screenshot-20200519172149.png

2

Nie jest to moje WTF, ale kolegów starszych roczników ze studiów na UJ w czasach gdy dopiero co trafiłem na studia. Sytuacja miała miejsce ponad dekadę temu i dotyczyła rekrutacji do Motoroli. Otóż jednym z branych pod uwagę kryteriów miały być - uwaga, uwaga - oceny z przedmiotów akademickich. Było to w czasach gdy Motorla była dość popularnym miejscem odbywania praktyk/staży.

8

Rozmowę o staż w pewnej firmie w stolicy miałem w mcDonalds który znajdował się obok. Siedziałem przy stoliku z rekruterem wśród tłumu różnych wycieczek i nastolatków tłumacząc czym są wskaźniki. Dwa tygodnie później po doproszeniu się o odpowiedź napisali mi, że firma jednak nie jest gotowa na stażyste i nie przyjmą nikogo.

0
vendie napisał(a):

Rozmowę o staż w pewnej firmie miałem w mcDonalds który znajdował się obok. Siedziałem przy stoliku z rekruterem wśród tłumu różnych wycieczek i nastolatków tłumacząc czym są wskaźniki. Dwa tygodnie o doproszeniu się o odpowiedź napisali mi, że firma jednak nie jest gotowa na stażyste i nie przyjmą nikogo.

Ja miałem w przyhotelowym barze. Tłumaczyli się że biuro mają w remoncie

1 użytkowników online, w tym zalogowanych: 0, gości: 1, botów: 0